Menu

Polska Wschodnia

Wyprawy po Polsce Wschodniej...

Bieszczady - wspomnienie końca lata

a.dan.ti

Ostatni tydzień wakacji spędziliśmy w Bieszczadach. Naszą bazą była Wetlina - ukochane miejsce. Pewne rzeczy długo się nie zmieniają...

Nie mieliśmy formy ani zbyt wiele czasu, dlatego najcudowniejszy z krótkich Bieszczadzkich spacerów na Połoniny zaprowadził nas na Przełęcz Orłowicza.

wetlina4

 

wetlina2

 Widok na Osadzki Wierch z Wetliny umilał nam każdą porę dnia. Tak dobrze jest po prostu odpoczywać w otoczeniu lasów i gór, bez hałasu i bez przymusu robienia czegokolwiek. Przygotowywać się do jesieni i rozpoczęcia roku szkolnego, pracy, wyzwań życia w mieście i w biurze na codzień. Znowu. Z lekką niechęcią. Ale i z przekonaniem, że jest po co.

wetlina01 

Oczywiście ostatniego dnia tak bardzo nie chciałam wracać... Jak zwykle... W drodze do Krakowa zatrzymaliśmy się jeszcze na spacer niedaleko Baligrodu. Tamtejsze lasy są znacznie rzadziej odwiedzane niż Połoniny, mniej zadeptane, świeże i dzikie. 

 baligrod4

Obeszliśmy niemal dookoła rezerwat "Gołoborze" w okolicy Bystrego. To najniżej położone skalne morze w naszym kraju spływa po niewielkim pagórku. 

baligrod1

 Tuż przy wejściu do rezerwatu znajduje się ujście wody mineralnej: szczawy-wodorowęglanowo-chlokowo-sodowej. Perfekcyjna woda na upały i różne schorzenia, choć pyszna nie jest i trudno przekonać 10-latka do wypicia nawet małego kubeczka. 

baligrod2

 

Napełniamy butelkę i wyruszamy w dalszą drogę, samochodem, pięknymi drogami przez Bieszczady i Beskid Niski. Towarzyszy nam magiczna muzyka inspirowana kulturą Karpat: Tołhaje, WidymoAngela Gaber + Trio. 

Cudownego roku! 

baligrod3

  

Włodawa

a.dan.ti


Koło barokowego kościoła św. Ludwika, brukowana kostką droga  schodzi nad rzekę. Bug jak zwykle schowany za gęstwiną starych drzew przewala się korytem jak wieczny czerw w krainie ze snów. Z nasypu można obejrzeć stare mury otaczające miasteczko. Miasteczko, w którym jedyny przyzwoity hotel tuż przy Rynku posiada apartament lux za 120 zł. Nieco zużyty luksus lat 80-tych z tragiczną łazieneczką. Duże pokoje zamieszkują bujne rośliny z wielką dbałością pielęgnowane przez gospodynię. Róża chińska o rozłożystych konarach, dużych liściach i malutkich, wyschniętych stulonych kwiatach,  niby martwych, niedługo zawładnie salonem, wdrapie się na telewizor i będzie przełączać kanały. Tak jakby nadbużańska bujność listowia zawładnęła też tym skromnym hotelikiem.



Blisko krawędzi wału chroniącego miasto od strony rzeki, stoi  bialutka cerkiew Narodzenia Najświętszej Maryi Panny z 1840-42 roku. Potężna, ładnie zdobiona, a wewnątrz przytulna, nieprzeładowana złotościami, z zabytkowym ikonostasem, piękna.  W 1882 wykonano malowidła na suficie - w części ołtarzowej  malowidło przedstawiające Boga Ojca otoczonego Aniołami, a pośrodku cerkwi Matkę Boską z  szatą i napisem "Ciesz się nasza radości, okryj nas od zła wszelkiego swą najczystszą szatą".   Cerkiew odnawiana od lat  i wciąż walcząca o środki na odnowienie, ale zanim skończy się renowacja wnętrz pewnie odpadnie jeszcze czysto-biały ale już kruszący się tynk na elewacji.



Beżowy, trochę już rozmazany, jakby farba lekko się rozpłynęła,  kościół św. Ludwika  dzieli się mistycznym skupieniem, jakąś zgodą na.  Przyciemnione wnętrze z rozświetlonym obrazem Matki Bożej Jasnogórskiej ma w sobie jakąś moc. Jest wyniosły, barokowo dostojny - według projektu Pawła Fontany, włoskiego architekta, powstał w latach 1741-1752.



Włodawa jest miastem gdzie przez wieki żyli obok siebie Polacy, Ukraińcy, Białorusini oraz Żydzi - tę tradycję  upamiętnia i kultywuje coroczny Festiwal Trzech Kultur (kultur: żydowskiej, polskiej i ruskiej, związanych z trzema religiami: katolicyzmem, prawosławiem i judaizmem). Wielka Synagoga  powstała w latach 1764-1774, prawdopodobnie także według projektu Pawła Antoniego Fontana,  teraz znajduje się tutaj Muzeum Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego, ze stałą wystawą poświęconą historii i kulturze polskich i włodawskich Żydów.

Monaster Jabłeczyński

a.dan.ti


Rybacy łowili w cichym i odludnym zakątku rzeki. Bug spokojnie płynął. Zza starych, wielkich drzew wyłoniła się wychudzona postać z długą po kolana brodą zaplecioną w warkocz. - W tym miejscu będą sławić imię moje - powiedział mocnym głosem, który stopił się z szumem wiatru w bujnych gałęziach dębów. Św. Onufry - bo to jego rozpoznali - pustelnik egipski spędził 60 lat na pustyni. Okrywał się liśćmi i żywił znalezionymi owocami i ziołami, a co niedzielę odwiedzał go anioł z komunią świętą. Rybacy skamieniali z przerażenia powtarzali szeptem modlitwę "Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną grzesznym". Lecz wracali w to samo miejsce ciągnięci jakąś potężną siłą. Wkrótce wyłowili z rzeki ikonę świętego. A gdy wieść się rozniosła przybywać zaczęli ludzie z okolic. Postawiono kapliczkę, a potem i pustelnię, która niebawem rozrosła się w Monaster.



Odtąd aż do dziś Monaster Jabłeczyński jest ostoją Prawosławia na Podlasiu. Tej bardziej mistycznej odmiany chrześcijaństwa, w której żywe doświadczanie Boga jest najważniejsze. Stąd też tak ważne jest w Prawosławiu życie monastyczne wypełnione modlitwą i metanoią - "ascetyczną naprawą, pokutą i zadośćuczynieniem". Tutaj przybywając, nietrudno  poczuć klimat  jasnej ścieżki pogodzenia z losem, prostotą życia ze wszystkimi trudami, ale i pięknem.  Warto wziąć udział w mszy. Mnisi tak pięknie śpiewają.



Teraźniejsza główna świątynia powstała w latach 1838-1840 w stylu klasycystycznym, na planie krzyża greckiego. Kopuła przykryta jest promienistą złotą dachówką, wsparta na czterech wspaniałych filarach,  wewnątrz pomalowana na piękny niebieski kolor, symbolizuje wszechświat. Sklepienie i ściany zdobią kunsztowne freski. Bogaty, trzyrzędowy ikonostas zawiera cudowne ikony: św. Onufrego z 12-13 wieku i niewiele późniejszą - Matki Bożej Jabłeczyńskiej. Za murem Monasteru stoją jeszcze dwie urokliwe, kolorowe kaplice z początku XX wieku.


Krasiczyn

a.dan.ti


Zamek w Krasiczynie nareszcie został odrestaurowany. Białe mury lśnią w słońcu przetykane delikatną pajęczyną sgraffiti. Warto się tu wybrać nawet jeżeli trafi się wesele i zamek jest zamknięty dla zwiedzających. Jednak gdy się przybywa z daleka zawsze lepiej zadzwonić. Niewątpliwą atrakcją tego miejsca jest wspaniały park ze stawami. Są tu czarujące alejki - lipowa, żywotnikowa, tajemnicze schody i niezwykłe okazy roślin sprowadzanych przez rodzinę Sapiehów z zagranicy. Po rodzinie Sapiehów zostały też wiekowe dęby i lipy sadzone dla każdego syna i córki.



Zamek zaczął powstawać w 1525 roku na bazie dworu obronnego. Kiedy trafił w ręce Stanisława, a potem Marcina Krasickiego został rozbudowany do postaci imponującej rezydencji obronnej.  Powstały wówczas cztery oryginalne baszty: południowo – zachodnia nazywana Boską, północno – zachodnia – Papieska, północno-wschodnia – Królewska, południowo - wschodnia  - Szlachecka. A także kunsztowna dekoracja manierystyczna zewnętrznych murów - 7000 metrów kwadratowych sgraffiti. Równie imponujące były wnętrza niestety zdewastowane w późniejszych latach. Nie dziwne, że zamek odwiedzili ówcześni władcy: król Zygmunt III Waza, Władysław IV, Jan Kazimierz i August II.





© Polska Wschodnia
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci